Niby Micro 4/3, ale puszka już nie taka mikro. Mowa oczywiście o nowym flagowcu – Olympus OM-D E-M1X, którego przeznaczeniem jest profesjonalna praca w trudnych warunkach. Czy rzeczywiście jest to model, który może zwojować rynek profesjonalnych aparatów dla reporterów i fotografów sportu oraz przyrody?


Właśnie zacznijmy od przeznaczenia tego aparatu – do kogo jest on skierowany? Otóż, czy Micro 4/3 ma sens w przypadku fotografii sportowej lub przyrodniczej? Przyznam szczerze, że na początku byłem sceptycznie nastawiony do tego modelu. Jednak sceptycyzm z każdą kolejną chwilą był coraz mniejszy – chociaż nie mamy się co oszukiwać, matryca Micro 4/3 nie jest szczytem oczekiwań profesjonalistów i momentami daje się we znaki. Mimo to aparat uważam za bardzo udany, ale o tym później.

OLYMPUS OMD E-M1X – JAK W DŁONI LEŻY?

Najpierw przejdźmy do wykonania i tego, jak Olympus OM-D E-M1X leży w dłoni i jak się nim pracuje. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że nie jest to mały aparat, do jakich nas przyzwyczaiły puszki z Micro 4/3. Wszystko oczywiście za sprawą wbudowanego gripu, dzięki którym możemy wygodnie robić zdjęcia poziome, jak i pionowe. Muszę przyznać, że to rozwiązanie bardzo mi przypadło do gustu i zdecydowanie wpłynęło na wygodę fotografowania. Trzeba zaznaczyć też, że rozkład przycisków w przypadku obu chwytów jest identyczny, dzięki czemu działamy intuicyjnie i nie musimy się dwa razy zastanawiać, gdzie jest dany przycisk.

Grip jest głęboki i pozwala na pewne trzymanie aparatu. Olympus umieścił również przycisk odpowiadający za ustawienie ISO na górnym panelu, co bardzo przyspiesza i ułatwia pracę. Również po raz pierwszy możemy znaleźć w Olympusie joystick AF. Dodać do tego 5 przycisków funkcyjnych i Olympus OM-D E-M1X pozwala na bardzo szeroką personalizację.

Ekran oczywiście jest dotykowy i obracany. Warto też wspomnieć o szczelności całej puszki. Olympus OM-D E-M1X, według producenta, jest najlepszą wodoodporną obudową na świecie. Aparat pozwala na pracę w deszczu, śniegu, piasku, błocie – dosłownie wszędzie. Dodatkowo uszczelniono gniazdo kart SD, wszystkie pokrywy, a także gniazdo kabla zdalnego sterowania, gniazdo mikrofonu i słuchawek. Co ciekawe, żeby dostać się do baterii czy kart pamięci, trzeba przekręcić blokadę i dopiero wtedy będziemy mieli do nich dostęp. Jedyne co nie przypadło mi do gustu, to wizjer elektroniczny. 2,36 miliona punktów rozdzielczości w dzisiejszych czasach niestety nie zachwyca.  

DANE DANYMI, ALE JAK SIĘ GO UŻYWA

Olympus OM-D E-M1X został wyposażony w 20-Mpix matrycę Micro 4/3. Mimo że zapewnia ona naprawdę bardzo dobrą jakość obrazków, to jednak nie to jest w nim najważniejsze. Tym, czym Olympus się chwali, jest autofocus i stabilizacja. I nie ma się co dziwić – są one naprawdę świetne! Zacznijmy od AF, bo nie jest to zwykły AF – jest on inteligentny i ma 121 punktów ostrości! Teraz cały system jest w stanie wykryć dokładnie to, co znajduje się przed obiektywem analizująć bazę zdjęć w chmurze i wyostrzyć dokładnie na tym, na czym ta ostrość powinna być. System potrafi dokładnie wykryć twarz lub prawe i lewe oko. To jednak nie koniec. Ten inteligentny autofocus, analizując bazę danych, potrafi ustawić ostrość np. na kasku motocyklisty, zamiast na owiewkach motocykla – z czym często spotykają się fotografowie na wyścigach. Tak samo w przypadku samolotów, samochodów, rowerzystów, zwierząt itp. Muszę przyznać, że system działał i dobrze trafiał z ostrością tam, gdzie chciałem praktycznie za każdym razem.

Drugą rzeczą, która zasługuje na ogromne uznanie to stabilizacja. Olympus udoskonalił stosowany do tej pory system IS i chyba przeszedł sam siebie. Teraz nowy czujnik żyroskopowy w połączeniu z obiektywami M.Zuiko PRO zwiększa wydajność 5-osiowej Sync IS aż do 7,5 EV, co w zasadzie pozwala na fotografowanie z ręki, nawet przy dłuższych czasach naświetlania, a przy nagrywaniu filmów zapewnia stabilizację niemal tak dobrą, jak w przypadku gimbala. To na szczęście nie koniec zachwytów. Kolejnymi świetnymi rozwiązaniami są funkcje Pro Capture, Live ND oraz zdjęcia High Res z ręki. Jednak po kolei.

Pro Capture pozwala na zrobienie do 35 zdjęć jeszcze przed naciśnięciem spustu migawki. Łącząc to ze zdjęciami seryjnymi 18 kl/s. (w przypadku migawki elektronicznej i 10 kl/s. w przypadku migawki mechanicznej z pełnym wsparciem AF) sprawia, że przegapienie tego idealnego ujęcia jest praktycznie niemożliwe.

Live ND, jak sama nazwa wskazuje, pozwala na fotografowanie dłuższych ekspozycji bez konieczności używania filtrów szarych. W dodatku, efekt finalny jest widoczny już na wyświetlaczu, co pozwala na odpowiednie dobranie wszelkich parametrów do danego zdjęcia.

W programie High Res, Olympus OM-D E-M1X wykonuje zdjęcia w rozdzielczości… aż 50 megapikseli! Matryca w tym trybie porusza się mechanicznie, przez co jest w stanie zarejestrować obraz o większej rozdzielczości. Przez te ruchy matrycy, w tym trybie możemy fotografować tylko obiekty statyczne, ale nie jest nam do tego potrzebny statyw. Dzięki znakomitej stabilizacji zdjęcia High Res z ręki wychodzą ostre.

SĄ JEDNAK JAKIEŚ ALE…

Ogólnie trzeba przyznać, że Olympus OM-D E-M1X jest z pewnością świetnym aparatem i każdy powinien być z niego zadowolony. No właśnie, ale… matryca Micro 4/3 ze względu na swoje rozmiary, nie do końca radzi sobie dobrze ze zdjęciami na wysokim ISO. Jeśli do jakości zdjęć w dobrym świetle naprawdę nie można się przyczepić, to przy wartościach 6400 i więcej, zdjęcia są mocno zaszumione. A tym przypadku fotografowanie imprez sportowych w zamkniętych pomieszczeniach może być problematyczne. W końcu trzeba wtedy ustawić szybką migawkę i przez deficyt światła, wyższe ISO. Niestety nie miałem okazji przetestować go w takich warunkach, ale patrząc na zdjęcia przykładowe, szumy na wyższym ISO są dosyć mocno widoczne.


Zdjęcia przykładowe


PODSUMOWUJĄC

Olympus OM-D E-M1X to z pewnością świetny aparat i każdy będzie z niego zadowolony. Jednak mówimy tu o fotografowaniu w dobrym świetle. Wybitny AF i genialna stabilizacja sprawiają, że jest to godny polecenia sprzęt. Aparat jednak traci bardzo dużo, gdy już tego światła nie mamy zbyt wiele i musimy wejść na wyższe ISO. Muszę jednak przyznać, że w dobrym świetle słonecznym, bawiłem się z nim świetnie.

Mimo wszystko myślę, że Olympus powinien mocno zastanowić się nad wprowadzeniem do swojej gamy większej matrycy. Panasonic już o tym pomyślał, a to chyba coś znaczy.

Sprawdź też nasze poprzednie wpisy!